Nie-święto niepodległości

Dziś Narodowe Święto Niepodległości, którego nie uznaję. Święto, którego już sama nazwa jest myląca, musi być świętem fałszywym.

Zauważmy, że nie mamy nawet odwagi nazwać 11 listopada DNIEM niepodległości - jak np. Amerykanie nazywają swój 4 lipca - kazało by to bowiem zastanowić się: właściwie co takiego przełomowego stało się tego dnia? Można wymienić kilka wcześniejszych dat jako tych, w których Polska przestała formalnie i faktycznie podlegać zaborcom. Dlaczego akurat przekazanie przez Radę Regencyjną naczelnego dowództwa Józefowi Piłsudskiemu ma być tak istotne?

Otóż: w tych dniach Rada Regencyjna rozwiązała się a Polska zmieniła nazwę. Z Królestwa Polskiego na Republikę Polską.

Nie jest to więc święto odzyskania przez Polskę niepodległości państwowej ale święto ostatecznego obalenia w Polsce idei monarchistycznej i jeśli już zamierzamy je obchodzić, to tak właśnie powinno się nazywać (ewentualnie Świętem Republiki). Czy jest więc co świętować? Chyba wszyscy widzimy, jak te eksperymenta z republiką i demokracją po mniej-więcej 20 latach się kończą?

Kolejne pif paf

W Stanozjednoczeniu kolejne masakry. Wczoraj w Teksasie a dziś na Florydzie.

Zabójcy jak zwykle byli nafaszerowani lekami antydepresyjnymi.

Media jak zwykle bezwstydnie żywią się tragedią i nieodpowiedzialnie publikują dane osobowe i oblicza zabójców.