Dziś Narodowe Święto Niepodległości, którego nie uznaję. Święto, którego już sama nazwa jest myląca, musi być świętem fałszywym.
Zauważmy, że nie mamy nawet odwagi nazwać 11 listopada DNIEM niepodległości - jak np. Amerykanie nazywają swój 4 lipca - kazało by to bowiem zastanowić się: właściwie co takiego przełomowego stało się tego dnia? Można wymienić kilka wcześniejszych dat jako tych, w których Polska przestała formalnie i faktycznie podlegać zaborcom. Dlaczego akurat przekazanie przez Radę Regencyjną naczelnego dowództwa Józefowi Piłsudskiemu ma być tak istotne?
Otóż: w tych dniach Rada Regencyjna rozwiązała się a Polska zmieniła nazwę. Z Królestwa Polskiego na Republikę Polską.
Nie jest to więc święto odzyskania przez Polskę niepodległości państwowej ale święto ostatecznego obalenia w Polsce idei monarchistycznej i jeśli już zamierzamy je obchodzić, to tak właśnie powinno się nazywać (ewentualnie Świętem Republiki). Czy jest więc co świętować? Chyba wszyscy widzimy, jak te eksperymenta z republiką i demokracją po mniej-więcej 20 latach się kończą?
Ludzie barbarzyństwa
-
„Ludzie kultury” napisali list do pani minister kultury, domagając się
„zawieszenia wszelkiej współpracy z izraelskimi instytucjami, organizacjami
pozarząd...
1 tydzień temu