Najdobitniejszym przykładem całkowitego pomieszania pojęć jest chyba współczesna "myśl" ekonomiczna, a więc dziedzina nauki usiłująca opisać gospodarkę. Jak bowiem opisać coś, co samo w sobie jest zmanipulowane i oparte na kłamstwie? Jak za pomocą wolnorynkowej terminologii opisać gospodarkę
regulowaną i nierynkową, de facto: socjalistyczną?
Gospodarki socjalistyczne poznaje się po tym, że są
księżycowe, tzn.: operują danymi, sformułowaniami i teoriami tak
oderwanymi od rzeczywistości, że możliwymi tylko w atmosferze powszechnego zakłamania i samooszukiwania się środowisk naukowych.
Zjawisko to możemy zaobserwować przyglądając się, choćby pobieżnie, spuściźnie "nauk" "ekonomicznych" PRL-u. Te wszystkie masowo produkowane, podpisywane kilkunastoma nazwiskami, cytujące siebie nawzajem rozmaite "
Ekonomie polityczne socjalizmu", czy "
Społeczne narzędzia kształtowania konsumpcji" tak samo trafnie opisywały ekonomiczną rzeczywistość, jak, dajmy na to, dogmaty keynesistowskie na Zachodzie.
Oczywiście: nikt zainteresowany nawet nie piśnie o bezsensowności tych idei, nie chcąc się narażać reżimowi na wykluczenie. (Podobne zjawisko występuje zresztą w innych, całkowicie zależnych od łaskawości reżimu dziedzinach, np. klimatologii.)
Czy możemy zatem się dziwić, że na amerykańskich uczelniach ekonomicznych zrodził się i zyskuje na znaczeniu
pogląd, że permanentny deficyt USA jest integralną i pożądaną częścią amerykańskiej
gospodarki?
Otóż:
jest dokładnie odwrotnie.
Każdy układ ekonomiczny, żeby nie zbankrutować, musi
produkować przynajmniej tyle samo, ile konsumuje. Oczywiście, tak skomplikowane układy ekonomiczne, jak państwa, dysponują kilkoma
trikami, które pozwalają im odwlekać bankructwo - czasem nawet dość długo - jako to: siła militarna (Rzym, ZSRR), nagły dopływ bogactw (Hiszpania w XVI w.), czy ekskluzywny status bitej monety (USA).
Problem w tym, że są to rozwiązania skuteczne tylko na krótką metę, powodują bowiem
degenerację gospodarki.
Status dolara jako rezerwowej waluty świata pozwolił Stanom Zjednoczonym w latach '50- i '60 -tych na
bezprecedensowy rozrost wydatków, ale w zaledwie ćwierć wieku doprowadził to mocarstwo de facto do
bankructwa, wymuszając w 1971 r. ostateczne porzucenie wymienialności dolara na złoto. Po kolejnych kilkudziesięciu latach widać już, że kolejnego kryzysu zaufania dolar może już po prostu nie przetrwać.
Niemniej, deficyt i rosnące zadłużenie, wciąż uważane są w głównym nurcie ekonomii jako
symptomy siły amerykańskiej gospodarki.