Bastion wolności

Moi wyimaginowani czytelnicy często pytają mnie w swoich hipotetycznych listach:

Piotr, ty popularyzatorski wizjonerze, natchnieniu naszych rozważań światopoglądowych! System, który proponujecie wy, libertarianie i kon-liberałowie, nigdzie i nigdy nie został w całości wprowadzony w życie! Czy nie jest to zatem jakiś teoretyczny twór myślowy, niemożliwy do zrealizowania w prawdziwym świecie?

Ale:  czy na pewno nie został wprowadzony?

I nie mam tu na myśli starannie przemyślanego systemu amerykańskiego, który działał całkiem nieźle przez pierwsze 150 lat istnienia tego państwa. Nie myślę również o Niemczech i Japonii, które przez pierwsze dwie dekady po wojnie były zdaje się najbardziej liberalnymi państwami świata, co pozwoliło im odbudować się z poziomu niemal całkowitego zniszczenia i wyprzedzić np. "zwycięską" Wielką Brytanię. Nie chodzi mi tu też o rozwiązanie Chilijskie, które dzięki eliminacji przymusu ubezpieczeń i wprowadzeniu rozwiązań Szkoły Chicagowskiej stało się liderem gospodarczym Ameryki Płd.


Od kilku dekad obserwujemy walkę rządów państw zachodnich z rozwojem gospodarczym. Jeżeli więc jakikolwiek rozwój się dokonuje, to tylko dzięki postępowi nauki. Według Trends Research Institute, gdyby nie rozwój technologii informatycznych, światowa gospodarka zawaliłaby się już w połowie lat '90.
I tu dochodzimy do pewnej nowopowstałej krainy, wciąż prawie całkowicie nieuregulowanego, zdecentralizowanego, chaotycznego a jednak w jakiś przedziwny sposób samoorganizującego się obszaru ludzkiej działalności:

Internetu.


W Internecie obserwujemy pewne fundamentalnie libertariańskie, nawet anarchokapitalistyczne mechanizmy:
  • dobrowolność
  • nieagresja
  • decentralizacja
  • wolny rynek 

Nie myślimy o tym na co dzień, kiedy kupujemy coś w sklepie internetowym na drugim końcu świata, kiedy sprzedajemy coś na aukcji albo kiedy wymieniamy się poglądami na wszystkie możliwe tematy, ani nawet kiedy korzystamy z całkowicie nieuregulowanych, "szarych" aktywności internetowych, jak wymiana plików, kupno konta rapidshare, pornografii czy hazardu, ale Internet jest być może najbliższym teoretycznej definicji wolnego rynku zjawiskiem w historii ludzkości.

Jego rozwój był tak gwałtowny i niespodziewany, że dokonał się praktycznie bez udziału rządów i potężnych biurokratycznych instytucji. Można powiedzieć, że tradycyjna głupota i niekompetencja rządów zadziałała tutaj na korzyść noworozwijającej się technologii.

Zaszło tu podobne zjawisko, jak podczas kalifornijskiej gorączki złota, kiedy to w warunkach niemal zerowej obecności państwa, doszło do zadziwiająco skutecznej samoorganizacji społeczeństwa przy użyciu wyłącznie prywatnych przedsięwzięć.

Ale rządy już kombinują, jak ograniczyć swobody Internetu. Mowa jest o wprowadzeniu cenzury, podsłuchów i kontroli korespondencji, zwiększaniu regulacji oraz opodatkowania.

Przyszłość pokaże, czy ta wolność Internetu zostanie z czasem stłamszona, czy też rozleje się poza jego obszar.


--

Podobał Ci się ten wpis? Być może zainteresuje Cię Ten o Ofensywie Odwróceniowej lub Ten Broniący Obrzydliwych Bogaczy 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz