Ceny światowe, płace polskie?

Mówi się, że "ceny są u nas światowe, a zarobki za niskie". Jest, niestety, dokładnie odwrotnie. Ceny są u nas wielokrotnie wyższe od światowych, o czym przekonuje się każdy polski turysta, kiedy tylko wejdzie do supermarketu w USA, czy na Wyspach, nie mówiąc już o Chinach.

Paliwo w USA: dwukrotnie tańsze; przejazd autostradą: 6-krotnie tańszy; samochody, odzież, kosmetyki, elektronika, żywność: 20-50% tańsze; jedynie ceny ubezpieczeń i nieruchomości są porównywalne do naszych, ale za to oferują dużo wyższy standard.

Z kolei, jeśli chodzi o zarobki, to należałoby się zastanowić za co, tak naprawdę, znaczna część społeczeństwa bierze pieniądze. Realna wysokość zarobków zależy wyłącznie od poziomu PRODUKTYWNOŚCI.
Jeżeli pół Polski konsumuje podatki płacone przez garstkę produktywnych przedsiębiorców i pracowników, jeżeli prawie milion ludzi pracuje w najróżniejszych urzędach i stanowiskach państwowych, (a kolejnym milionom płaci się za nic nie robienie na rentach i zasiłkach), to znaczy, że wynagradza się u nas produktywność negatywną. Innymi słowy, pół Polski utrzymuje się z niszczenia bogactwa wypracowanego przez drugą połowę. W tym sensie jakakolwiek wysokość "płac" wśród konsumentów podatków będzie za wysoka, bo otrzymują oni wynagrodzenie za brak jakiejkolwiek działalności albo wręcz "pracę", która w ogóle nie powinna być wykonywana.

Zacznijmy w końcu głosić otwarcie to, czego nie odważy się głośno powiedzieć żaden polityk, dziennikarz czy publicysta: tą całą armię urzędniczą, służącą wyłącznie sabotowaniu realnej gospodarki, należy po prostu wywalić z roboty a zajmowane przez nich etaty zlikwidować.

Ten postulat można co prawda ubrać w formę bardziej medialną, tj. mówić o konieczności UWOLNIENIA produktywności tych ludzi, poprzez włączenie ich do REALNEJ gospodarki, gdzie będą mogli dużo szybciej i z większą korzyścią dla siebie i innych, budować bogactwo kraju.

Ale obojętne jakich byśmy poprawnych politycznie konstrukcji nie użyli, sprowadza się to do jednego prostego hasła: POZWALNIAĆ SUKINSYNÓW.

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Popieram w 100%

Anonimowy pisze...

Byłem na wyspach u znajomych w ostatni weekend. Po wyjściu na zakupy ogarnął mnie straszny żal, że nigdy tu nie będzie tak jak tam. Nie chodzi nawet o niższe ceny. Przede wszystkim mam na myśli tysiąc razy lepszą jakość życia. Tam gdzie u nich wszystko się upraszcza u nas leżą kłody i jeszcze dokłada się nowe....

Anonimowy pisze...

Wszystkim nam coraz szerzej otwierają się oczy...
Dodajmy jeszcze do tego milion pacowników tzw. oświaty, służbę zdrowia, wojsko, policję, straże miejskie i wiejskie... Kto w tym kraju tak naprawdę pracuje?
Potrzebny jest rozsądny plan ograniczania i ostatecznie likwidacji tego marnotrawstwa. Nie musi to być rewolucja, wystarczy konsekwentne dążenie we właściwym kierunku. Od dziś, od jutra...

Anonimowy pisze...

Na Wyspach jest taniej, ale chyba na Wyspach Bergamutach. Pierwszy przykład z brzegu - piwo, średnia cena ok. 3 funtów, w Polsce ok. 3 złotych. Chyba nie trzeba tłumaczyć ile kosztuje funt? Poza tym, wszystkim tak bardzo kochającym Wielką Brytanię naprawdę nie życzę zachorować w tym kraju.

Anonimowy pisze...

pierdoly, bylem w chinach w lipcu, ceny sa takie same jak w polsce.

Anonimowy pisze...

"Dodajmy jeszcze do tego milion pacowników tzw. oświaty, służbę zdrowia, wojsko, policję, straże miejskie i wiejskie... Kto w tym kraju tak naprawdę pracuje?" Tak naprawdę pracują tylko wyborcy WiP/UPR i publicyści rzeczpospolitej, jak mniemam. Bo z usług policji, nauczycieli i służby zdrowia zapewne nie korzystałeś nigdy w życiu, zarabiając kokosy na swojej przedsiębiorczości i innowacyjnej działalności gospodarczej.

Prześlij komentarz