Ale ponieważ, jak już ustaliliśmy, idee przyjęte przez państwa w XX wieku są w większości szkodliwe i wsteczne, to musimy sobie zadać pytanie: czy w takiej sytuacji w ogóle powinno nam zależeć na tym, by państwo było sprawne i dobrze zarządzane?
Kiedy w latach 20. w Stanozjednoczeniu wprowadzono prohibicję alkoholową państwo było jeszcze na tyle słabe, że nie mogło sobie poradzić z nagłym wybuchem alkoholowego podziemia przestępczego. Sama mafia również nie była na tyle dobrze zorganizowana, żeby skorumpować wystarczającą liczbę polityków i podtrzymać życiodajną prohibicję. Ale wyobraźmy sobie, co by było, gdyby potrwała ona trochę dłużej. Gdyby gangsterzy zdołali do reszty skorumpować coraz silniejsze po II WŚ mocarstwo. Zresztą: nie musimy sobie niczego wyobrażać: wystarczy spojrzeć na tzw. wojnę z narkotykami, prowadzoną na całym świecie od lat '60. Doszło do tego, że od ogromnych pieniędzy podziemia narkotykowego (oraz pieniędzy przeznaczanych na jego "zwalczanie") uzależnieni są już nie tylko politycy, organa ścigania, czy służby specjalne, ale także banki. Szacuje się, że gdyby nie zyski z prania narkotykowych pieniędzy, sektor finansowy musiałby się zawalić.
Może zatem rozkład państwa, który obecnie obserwujemy nie jest aż taki zły? Co prawda: Enefzetu nie stać przez to na leczenie nowotworów, Policji Państwowej na naboje i papier toaletowy, a armii na zatankowanie myśliwców...
ALE! szczęśliwie oznacza to, że nie stać ich też na:
- niepotrzebne i szkodliwe szczepionki na zmyśloną epidemię jakiejś-tam-kolejnej grypy;
- "pakiety antykryzysowe", które jeszcze bardziej rozłożyłyby gospodarkę, jak to się stało na Zachodzie;
- wysyłanie dodatkowych żołnierzy na śmierć w agresywnej wyprawie wojennej w Afganistanie;
Właśnie dzięki tej słabości finansowej, rząd na początku kryzysu postanowił nie interweniować, za co był z pozycji populistycznych krytykowany zarówno przez "prawicową", jak i "lewicową" opozycję, jako zbyt "neoliberalny". Rządem nie kierowało jednak przywiązanie do jakichś liberalnych idei - gdyby miał pieniądze, na pewno by się nie zawahał. Wszystkie te "pakiety stabilizacyjne" oznaczają przecież zamówienia publiczne dla zaprzyjaźnionych firm oraz hodowanie sobie wdzięczności wyborczej zatrudnionych w administracji i ich rodzin.
Rządem pokierowało małe zainteresowanie inwestorów naszymi papierami dłużnymi.
I co? Niespodzianka: jedyny kraj OECD, który postanowił nie reagować, jest jednocześnie jedynym, w którym nie wystąpiła recesja.
(Częściowo jest to też zasługa tego, że nasz wzrost gospodarczy w ostatnich latach był realny - tzn. rosła produkcja i eksport - w przeciwieństwie do Zachodu, gdzie PKB był podtrzymywany bezproduktywną, kredytowaną konsumpcją.)
A więc uratował nas brak popytu na nasze papiery skarbowe, przez który nie możemy się w nieskończoność zadłużać.
Tak, tak, wiem, co sobie myślicie:
Ależ Piotrze, ty pasjonująco beztroski optymisto! Przecież słabość naszego państwa nie jest powodem do zadowolenia. Kraje Zachodu przynajmniej STAĆ na zadłużenie się w celu przeprowadzenia pakietów stabilizacyjnych.Otóż: jest dokładnie odwrotnie. Siła naszej gospodarki wynika właśnie ze słabości państwa!
Nie mylmy Państwa i Budżetu z Prawdziwą Gospodarką! Nie mieszajmy dwóch różnych systemów gospodarczych.
Pamiętajmy o tym, że każde bezproduktywne, państwowe miejsce "pracy", zostaje utworzone kosztem gospodarki i oznacza nie tylko bezpośrednią stratę - poprzez konieczność jego finansowania za pośrednictwem opodatkowania sektora prywatnego - ale także stratę w postaci braku potencjalnych dóbr i usług, które każdy z tych pracowników wytworzyłby w rentownych sektorach gospodarki! Sektor prywatny bowiem zajmuje się wytwarzaniem dóbr, usług i pomnażaniem bogactwa kraju, a sektor państwowy jego niszczeniem.
I te straty są po prostu nieporównywalnie większe od strat związanych z brakiem zdolności kredytowej rządu, czy ogólnie: ze słabością państwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz