Literatura fantastyczno-naukowa dzieli się w zasadzie na cztery kategorie:
- space opera (nawalanki statków kosmicznych)
- new age (jesteśmy jednością ze Wszechświatem, boskość człowieka, bla bla bla)
- cyberpunk/trans-humanizm (złączki, wszczepki i macierze, byty post-ludzkie)
- oraz... Marek S. Huberath
11 komentarzy:
Na początku analiza religii zapowiadała się ciekawie, lecz poźniej zrobiła się z tego apologia chrześcijańskiego sposobu budowania społeczeństwa. Wskazanie ateizmu jako bezpośredniej przyczyny wszelakich totalitaryzmów jest, moim zdaniem, przesadnym uproszczeniem.
Uważam, że najistotniejsza jest w tym całym religijnym bałaganie sprawa wiary. Zgadzam się z tezą, że ateizm można zaliczyć do religii, ale dlatego, że także zawiera element wiary -- negacja obiektu wiary jest także wiarą, czyli wiara w to, że nie ma bytów nadprzyrodzonych jest także wiarą. Prawdziwa niewiara jest możliwa tylko w przypadku, kiedy tego bytu nadprzyrodzonego nie uznaje się za istotną część rzeczywistości, czyli właściwie nie warunkuje się czegokolwiek jego istnieniem lub nieistnieniem. Jasne jest i oczywiste (co także i pan Huberath podkreślił), że dowodów nie da się pozyskać. Wiara nie może istnieć, gdy są dostępne dowody -- niewiara zresztą też nie. Wszystko sprowadza się w zasadzie do jednostkowego człowieka: do tego którą drogę wybierze i jak będzie ją współtworzył, albo nawet stworzy własną (bo to właściwie na tym polega -- uważam, że nic nie jest ustalone z góry).
Kwestia sacrum -- może i niektórzy go potrzebują, na pewno nie wszyscy. A pierwiastek godności niekoniecznie jest w człowieku poprzez uznanie istnienia czegoś ponad. Religia czyni tylko trudności łatwiejszymi do zniesienia (bo zawsze jest tam jakiś nadprzyrodzony opiekun; ktoś, na kogo można zrzucić winę; zawsze można także zostać męczennikiem, co przysporzy niechybnie sławy i popularności; no i jest coś po śmierci, może nawet lepsze niż to tutaj).
Jako podsumowanie mogę powiedzieć, że człowiek może żyć bez religii, jednakże musi do tego dojrzeć. Życie bez religii jest o wiele trudniejsze niż bycie wyznawcą. Śmiem twierdzić, że jest ciekawsze, bo swoboda rozumowania nie jest przynależnością religijną zakłócona i postrzeganie rzeczywistości zdaje się być przez to bardziej bezpośrednie.
Bardzo chciałem powstrzymać się od narzekania, ale czasem tak trudno nie narzekać (narzekłem :) )
Napisałem obszerną polemikę ze stanowiskiem pana Huberatha, po czym nie chciałem jej wysłać anonimowo. Zaznaczyłem "komentarz jako Konto Google" - po czym oczywiście całość mojej odpowiedzi powędrowała natychmiastowo w niebyt. Ujrzałem za to niezwykle "pomocną" i "wyjaśniającą wszystko" informację o tajemniczym błędzie, mówiącą być może cokolwiek webmasterowi, a może nawet nie.
Drogi Autorze. Mi się już nie chce, z panem Huberathem polemizować. Ale ja nie prowadzę bloga, ja jestem tylko uzależniony od neta :) Czyżby Ci czasu nie starczało na pisanie? Ostatnio widzę to wszędzie, nie sposób nie narzekać. Video, video, video, audio. Ludzie nie chcą pisać, tak samo jak inni nie chcą czytać. A jak ktoś już chce czytać, to jest biedny, bo w miejscach w których zawsze mógł coś do obczytania znaleźć, teraz tylko kolejne okienka YT, Vimeo i takie tam. Kończymy się chyba - my - jako swoisty ruch oporu przeciwko wieloprocesorowej, światłowodowej maszynce do mielenia mięsa, w którą z jednej strony wpadają ludzie (na ogół młodzi), z drugiej wychodzą konsumenci. Śmieszne, że pisze to maniakalny entuzjasta każdej techniki, miłośnik gadżetów i zatwardziały fan SF. Ja mówię 3x tak multimediom, głosuję za full HD, tylko niech tekst nie znika :) Wiem, że to więcej roboty. Każdy kto zaczyna bloga ma zapał, i za każdym razem, od wielu lat, ten zapał zawsze gaśnie tak samo. Przeglądając historie wpisów i zestawiając sobie historie z dobrych blogów - coraz szybciej.
Z drugiej strony - dziękuję za to co jest. Bez sarkazmu. Bo pewne rzeczy należało pokazać i nazwać, a koncepcja "dokładnej odwrotności" pasuje idealnie.
Ciekawi mnie Autora zdanie własne, a propos wykładu Huberatha, oglądając materiał, miałem wrażenie, że bardzo się spieszył, nie było za bardzo czasu na dyskusję to raz, dwa, temat jest zbyt złożony i trudny, żeby nieprzygotowani ludzie mogli wdać się w polemikę "z marszu".
IMHO Huberath popełnił błąd poznawczy, ustawiając (z dużą dozą pewności ze swojej strony) ateizm będący podstawą państwa jako bezpośrednią przyczynę nowożytnych totalitaryzmów. Nawet, jeśli tak wynika z doświadczenia historycznego, pełnego związku przyczynowo-skutkowego nie da się tak prosto dowieść, zwłaszcza wobec stanowczo zbyt małej próbki (w postaci ilości reżimów, oraz małej rozległości działania tych reżimów w czasie). Owszem, widać wprost i z tym nie będę polemizował - ustrój oparty na ateiźmie - reżim totalitarny. Ale czy pierwsze powoduje drugie? Czy jest tak, że to religie kształtują społeczeństwa, a nie jest przypadkiem DOKŁADNIE ODWROTNIE? A może proces zachodzi w obie strony? Może na pytania o przyszłość religii (w tym ateizmu) nie można sensownie odpowiedzieć zakładając ewolucję samych religii pomijając kwestię ewolucji społeczeństw, przy założeniu, że one w dużej mierze kształtują rozwój samych religii. Dalej, możemy też spróbować "ugryźć" temat od strony totalitaryzmu, a także od strony różnych aspektów instytucji państwa. Zapraszam do dyskusji.
Dzięki za te komentarze. @Edward: zgodzę się, że życie bez religii jest trudne, czego najlepszym przykładem popularność religii globocieplenizmu.
@Anonimowy: Jestem dokładnie odwrotnego ; ) zdania. Internet składa się w 95% z gówna, właśnie dlatego, że każdy uważa, że musi się na każdy temat wypowiedzieć i że od jakości ważniejsza jest ilość. Podkreśla się to w blogosferze na każdym kroku: "regularność i częstotliwość wpisów to podstawa".
Stanowczo protestuję przeciw takiemu postawieniu sprawy i dlatego staram się nie produkować na siłę wpisów o niczym, których nikt nie będzie chciał czytać.
Odczyty Huberata były dla mnie na tyle ważne, że tylko dla niego po raz pierwszy wystawiłem się na traumę uczestnictwa w konwencie fantastyki: (tabuny niedomytych nastolatków, tłok, oraz rzecz najgorszą: trwające od co najmniej dekady biadolenie nad "stanem literatury fantastycznonaukowej").
Mimo tego, wolę po prostu podzielić się nagraniem, zamiast wymądrzać się na tematy, które prawdę mówiąc mogą o kilka długości przerastać mój intelekt. Dla mnie atrakcyjność takich dyskusji wynika głównie z ich możliwości prowokacyjnych, np. przekonywania wojujących ateistów, że są w gruncie rzeczy głęboko religijnymi, ukrytymi agnostykami itd.
@S.D.:
Patrzysz na to bardzo optymistycznie, jeśli masz jakąkolwiek nadzieję na przekonanie chociażby jednego wojującego ateisty, to raz. Wojujący ateista to dla mnie fanatyk, wybacz moje radykalne zdanie. Fanatyk nie jest osobą, którą można w jakikolwiek sposób przekonać. Można co najwyżej skłonić do kruchego "paktu o nieagresji", a i to przy ogromie dobrej woli z obu stron.
Bycie fanatykiem nie dotyczy IMHO nawet religii. To określone podejście do własnej racji i innych ludzi. Pod tym względem ludzie dzielą się na 2 typy: są tacy, którzy mają niezmąconą, twardą pewność jeśli chodzi o to co wiedzą i w co wierzą. Ich ulubionym początkiem zdania jest "nie będziesz mi mówił...". To właśnie fanatycy, ludzie, którzy niezdolni są do chociażby próbnego zakwestionowania własnej racji czy przekonania, próby rozważenia argumentacji innej osoby. W parze z tym idzie naogół niezdolność do autorefleksji. Wydaje mi się, że takich ludzi jest sporo. Nigdy jeszcze nie spotkałem się z przypadkiem, żeby osobę o tego typu charakterze przekonał jakikolwiek argument w dyskusji na jakikolwiek temat.
Prowokacyjność takich dyskusji jest użyteczna tylko dla nas, czyli osób o otwartych umysłach, gotowych do dyskusji. Nikt z nas nie będzie jednak wojującym ateistą, ani wojującym teistą. I tutaj ogólnie powstaje pewien problem z religiami. Wiele z nich traktuje taką otwartość jako odstępstwo od swoich reguł, wręcz grzech. Radykalny ateizm pasuje tutaj idealnie. Wyznawca w końcu nie może mieć wątpliwości ani wdawać się w dyskusje, inaczej od razu zostanie potępiony przez współwyznawców.
Zasugerowałem kiedyś na forum poświęconemu ateizmowi, że ateizm ma cechy religii. Zrobiłem to taktownie i nienapastliwie, w formie raczej pytającej niż stwierdzającej. Cóż, odpowiedzi możesz się łatwo domyśleć. W każdym razie brak dyskusji. Walka z wiatrakami.
@up Ależ nie chodzi o przekonywanie fanatyków, ale właśnie sprowokowanie niezaangażowanego czytelnika do niekonwencjonalnego potraktowania problemu, do spojrzenia z całkowicie odwrotnej strony. Pisałem o tym kiedyś: http://www.jestodwrotnie.pl/2010/01/kurs-dys.html
Wysłuchałam prelekcji M. Huberatha na Festiwalu Fantastyki w Nidzicy. Niewątpliwie na tekst jego wypowiedzi oraz ich logikę wpływają jego przekonania religijne. Czułam się trochę jak podczas wizyty Świadków Jehowy. Słuchając tego wykładu odczuwam ten sam rodzaj presji - tylko o wiele silniejszą, ponieważ Świadkowie Jehowy, z którymi rozmawiałam byli o wiele mniej inteligentni. Tekst jest zręcznie napisany i pozornie obiektywny, ale tak naprawę jest świetnym zastosowaniem erystyki.
Żałuję, że nie rozwinął bardziej tezy o istnieniu "zaświatów" - i wszystkich możliwych relacji świat i człowiek - "zaświat" - lub świat i człowiek i mnogość "zaświatów". (Bo dlaczego tylko jeden "zaświat"?)
Czuję też lekki lęk, ponieważ zgodnie z tym co mi wiadomo o religii chrześcijańskiej wyczekuje ona końca świata - a może pragnie ten koniec sprowokować?
Przepraszam, ale gatunków science fiction jest o wiele więcej oraz od razu co mi się w oczy rzuca- space opera. Podałeś kolosalnie złą definicję, jest to bowiem rodzaj romansu na osadzony w tle świata przyszłości, czy przygód kosmicznych.
Osobiście natomiast nie znam podgatunku fantastyki naukowej, jak napisałeś- "new age".
Mamy jeszcze hard science fiction, historie alternatywne i wiele innych podgatunków. Nie wiem czy się z tym zapoznałeś.
Przy okazji Marek S. Huberath nie pisze "czystej" science fiction, to jest pewna specyficzna mieszanina wszystkich rodzajów fantastyki: fantasyki naukowej, fantasy i horroru.
Napisz w komentarzu proszę, czy przeczytałeś choć jedną książkę Stanisława Lema i ogólnie z jakim gronem autorów fantastyki miałeś do czynienia, bo- zapewne- Marek S. Huberath jest ciekawą postacią tego gatunku literatury, jest jednak wiele innych, znakomitszych autorów, nie ujmując tu ciągle piszącemu Huberathowi. Choć mam kilka krytycznych uwag w stosunku co do tego autora, ale to już nie teraz.
Dzięki za komentarz, ale nie przesadzajmy : )
Ten "podział" i "definicje" to taka moja prywatna klasyfikacja, do tego trochę żartobliwa.
Wpadłęm przypadkiem na tę stronę i trochę poczytałem oraz trochę posłuchałem. I bardzo mnie rozbawiło to, że ktoś tutaj próbuje odepchnąć od ateizmu totalitaryzm, nazywając to "błędem poznawczym". Proponuję więc poznać te totalitaryzmy, ze szczególnym uwzględnieniem komunizmu. Inna ciekawa opinia, że człowiek może życ bez lerigii, a mle może do niej dojrzeć. Jak? Zmieniając się w ateistę, czyli wyznając wiarę quasi-religijną? A reszta to szczegóły, oczywiście gdzieś tam implicite wyrazające infantylną ufność z naukę i jej możliwości. Bo ateizm to tak naprawdę quasi-religia politeistyczna. Obok wiary w nieistnienie Absolutu, ateiści wierzą w naukę, tolerancję, równość, a na najbardziej prymitywnym poziomie - w demokrację. Jednak nauka jest słabą podporą światopoglądu, nie silniejszą, niż wiara. Wiedział to Pascal, jeden z największych umysłów naukowych swoich czasów, wiedział Paweł Florensky, Kierkegaard, nawet św. Augustyn. Polecam ateistom lekturę "Powstawania i rozwoju faktu naukowego" Ludwika Flecka oraz "Teorię rewolucji naukowych" Thomasa Kuhna.
Czego by nie mówić natomiast o Huberacie, jest to największy pisarz s-f w Polsce obnok Lema i Dukaja. Nieograniczona wyobraźnia, zaprezentowana w genialnym "Mieście pod skałą", a wiara pozwala mu stawiać pytania podstawowe dla ludzkiej egzystencji. Ontologia jest dziedziną, która interesuje go najbardziej.
56 years old Research Assistant III Oates Vowell, hailing from Brandon enjoys watching movies like Baby... Secret of the Lost Legend and Foreign language learning. Took a trip to Historic City of Sucre and drives a Grand Am. anonimowy
37 yr old Librarian Cale Wyre, hailing from Vancouver enjoys watching movies like "Trouble with Girls, The" and Homebrewing. Took a trip to Yin Xu and drives a Ferrari 375 MM Spider. zawartosc
Prześlij komentarz