Dwie uwagi z Nowego Świata

Pobyt w Stanozjednoczeniu, chociaż opóźnił się z powodu kaprysu euro-urzędasów (patrz: poprzedni wpis), to jednak dostarczył mi perspektywę, z której pewnie nie zdawałbym sobie sprawy bez odwiedzenia tego kraju. Prawo powoduje, że trzeba mieć pozwolenie na filmowanie czegokolwiek, co jest czyjąkolwiek własnością, przez co prawdziwej Ameryki, jej klimatu i aury po prostu nie widać na filmach i w telewizji.

Ale zacznijmy od sprawy fundamentalnej: nazwa USA została nieprawidłowo na polski przetłumaczona. Co to są w ogóle "Stany"? W rzeczywistości USA są federacją suwerennych (w założeniach) państw, a zatem tłumaczenie powinno brzmieć Zjednoczone Państwa Ameryki. Co prawda, od prezydentury Lincolna traciły one stopniowo niezależność na rzecz rządu federalnego, ale w ostatnich latach zaczynają ją powoli odzyskiwać albo przynajmniej coraz głośniej się o nią upominać. Coraz więcej "Stanów" sprzeciwia się szalonym pomysłom centralizacyjnym Waszyngtonu (m.in. w sprawie federalnego upaństwowienia medycyny, zakazów posiadania broni, czy narkotyków miękkich), przywołując zasadę nulifikacji, wg. której prawo, które Stan uzna za niekonstytucyjne, przestaje na jego terenie obowiązywać. Ale nawet przed ostatnim zwrotem w stronę zasad ścisłego przestrzegania określonych w Konstytucji kompetencji rządu federalnego, "Stany" amerykańskie miały w wielu dziedzinach większą suwerenność od "Państw" wchodzących w skład Unii Europejskiej. Amerykańskie stany maja własne prawo karne, nikt im nie każe wprowadzać VAT-u ani nie zakazuje karania za zabójstwa. Amerykańska Federacja została zbudowana w oparciu o takie Wartości, jak: Wolność Osobista, Wolny Rynek i Konkurencja, czy obiektywny, niezależny Pieniądz. Na czym natomiast próbuje zbudować się Unia Europejska? Na "wartościach europejskich"? Na dopłatach do rolnictwa i na Europejskim Funduszu Społecznym?

Druga rzecz, o której muszę wspomnieć a która od razu rzuca się w oczy wszystkim przybyszom ze Starego Kontynentu: ta amerykańska przestrzeń i skala! Infrastruktura, planowana i budowana z myślą o ludziach a nie oszalałych planistach miejskich. Amerykanie zdają sobie sprawę, że ludzie tak naprawdę chcą: poruszać się wszędzie samochodem, mieć przestrzeń i wygodę. Stąd szerokie ulice, podjazdy, garaże, bankomaty drive-thru; Stąd lekkie, tanie budownictwo podmiejskie, projektowane z myślą o wygodnym życiu przez kilka/kilkanaście lat a nie tworzeniu siedziby rodowej. Wyjątkiem są dzielnice budowane w czasach głębokiej amerokomuny w latach '60. i '70., które przypominają ohydną, brytyjską zabudowę, z tą różnicą, że na tyłach każdego domku znajduje się jednak przestronny garaż.

U nas tymczasem czytam przed wyjazdem peany na cześć duńskiego urbanisty, który szczyci się tym, że wyrzuca ruch samochodowy z miast:
W Skandynawii zrozumieliśmy już, że w miastach trzeba postawić na transport publiczny, jazdę na rowerze i ruch pieszy.
No cóż: skoro "trzeba" "postawić"... Panu planiście nie przychodzi nawet do głowy, że problemy pozostawione rynkowi rozwiązują się same. W Chicago koszty parkowania są tak horrendalne, że samochodów jest dokładnie tyle, ile powinno. I mieszkańcom okolicznych miejscowości, którzy pracują w mieście, jakoś opłaca się pozostawić na cały dzień samochód na postawionym w szczerym polu prywatnym dworcu i dojeżdżać do centrum kolejką podmiejską. A w Las Vegas jakoś opłaca się postawić prywatne linie autobusowe i kolejki nadziemne. Zarówno płatne jak i darmowe (!). I nie potrzeba do tego żadnych zachęt, dopłat, czy komisji.
Czym więc się pan zajmuje?
- Aranżowaniem przestrzeni tak, by w miastach znów ważni byli ludzie, a nie samochody i budynki. Bo to właśnie ludzie są główną atrakcją we wszystkich miastach. Dobre miejsca do życia poznajemy po tym, jak wiele osób chce spędzać tam czas. Moim zdaniem architektura musi uwzględniać biologiczne cechy człowieka, który chodzi z prędkością 5 km/godz., ma perspektywę horyzontalną, porusza się linearnie. 
No właśnie: mokry sen każdego urzędnika i planisty: podporządkowana jego życzeniom masa, poruszająca się niemrawo tam, gdzie się im każe. Tak ma wyglądać Europa. Amerykanie chyba jeszcze czują, co się tak naprawdę liczy: indywidualizm, szybkość i wygoda. Właśnie "samochody i budynki".

--

Podobał ci się ten wpis? Być może zainteresuje cię Ten o Upadłym Mieście albo Ten o Nieświęcie Niepodległości

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Bardzo dobry tekst i spostrzeżenia.

Anonimowy pisze...

Dobry. Wogóle ciekawy blog...

Prześlij komentarz