Latającego po bolońsku, poproszę.

Jako zaprzysięgły agnostyk kategorycznie odmawiam wydawania sądu na temat istnienia, bądź nie istnienia Boga. Mamy po prostu za mało danych, aby autorytatywnie wyrokować w tak ważnej kwestii.

Z narastającym rozbawieniem jednak obserwuję coraz śmielszy pochód pewnej nowej religii: wojującego ateizmu. Tak: ateizm opiera się na wierze.
Arbitralne stwierdzenie, że Bóg "nie istnieje" jest tak samo bezpodstawne, jak stwierdzenie, że "istnieje". Nie da się bowiem udowodnić nieistnienia Boga. Można co najwyżej w Jego nieistnienie wierzyć.
Oczywiście: wyznawca ateizmu odpowie na to wyświechtanym kontrargumentem, że "nie można udowodnić nie istnienia Latającego Spaghetti-Potwora"...

Jest jednak dokładnie odwrotnie.

Sama nazwa LS-P nadaje mu pewne właściwości fizyczne: powinien umieć latać, być potworem i składać się z mieszanki mąki, jajek, jakiegoś sosu i najlepiej parmezanu (mniaaam). Możemy udowodnić, że jest to niestety niemożliwe.

Tymczasem od Boga nie wymagamy posiadania żadnych właściwości fizycznych. Jeżeli już staramy się zrozumieć Boga, to opisujemy Go jako: wszechwiedzącego, miłościwego, wiecznego, itd. Wszystkie te cechy są abstrakcyjne i niemierzalne.

Chyba, że mowa o umiejętności podpalania krzaków, magicznej zamiany wody w niskoprocentowy alkohol, czy zsyłania plag i meteorytów w ramach radykalnej polityki urbanistycznej.
Jeśli ateiści zamierzają tracić czas na obalanie tego typu tradycyjnych zabobonów, to bardzo proszę. Powinni jednak zdać sobie sprawę, że nie walczą tedy z wiarą w Boga, ale z Tradycją i Kulturą.

15 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Jesteś idiotą.

Anonimowy pisze...

I do tego głupim idiotą. Wmawiając ludziom, że brak wiary w niewidocznego brodacza siedzącego w chmurach to też religia... brak mi słów. Wracaj do swojego świata WOW i przestań narzucać ludziom swoje koślawe przekonania.

Anonimowy pisze...

Z przykrością stwierdzam, że jesteś idiotą.

Anonimowy pisze...

Widze, że Panowie Poprzednicy, strasznie się wysilili na argumenty merytoryczne, no jestem pod wrażeniem: Brawo! Ale juz Schopenhauer czerpiąc z Arystotelesa pisał że kiedy człowiek wyczerpuję argumenty odwołujące się od rozsądku, sięga po te które odwołują się do próżności, argumenty ad personam. Nie wyszliście poza ten schemat.
Co do samego tekstu, ciekawie napisany. Pozdrawiam autora.

Anonimowy pisze...

Agnostycyzm to taki bezpieczny ateizm. Katolicy Cię nie znienawidzą bo nie jesteś ateistą, i możesz swobodnie unikać kościoła. Bardzo wygodny zwłaszcza dla polityków-ateistów. Kwaśniewski zawsze mówił że jest agnostykiem.

Anonimowy pisze...

"Jako zaprzysięgły agnostyk kategorycznie odmawiam wydawania sądu na temat istnienia, bądź nie istnienia Boga. Mamy po prostu za mało danych, aby autorytatywnie wyrokować w tak ważnej kwestii."
Skoro odrzucasz twierdzenia teistów o istnieniu boga(sam twierdzisz, że za mało danych, dowodów dostarczają) to czyni się to ateistą.

Unknown pisze...

Być może, ale odrzucam również twierdzenia ateistów o nieistnieniu boga (za mało dowodów). Czy to czyni mnie a-ateistą?

Anonimowy pisze...

Tylko silny ateizm twierdzi, że bogowie na pewno nie istnieją.

Napisałeś, że masz za mało danych by wypowiadać się w tak ważnej kwestii? Dlaczego zakładasz, że akurat istnienie boga to ważna kwestia, a np. istnienie krasnali lub elfów nie? Czy jesteś też "agnostykiem" w stosunku do krasnali?

Anonimowy pisze...

1. Nie ma to jak dyskusja na poziomie - komentarz świadczy o twoim.
2. A-teizm, a-bóg, nie-bóg, boga nie ma. To chyba nie jest zbyt skomplikowane? Jeżeli ateizm i agnostycyzm miałyby być tym samym, to po co 2 rózne określenia?
3. W istnienie elfów nie pokłada wiary jakieś 70-80% ludzkości, a w imię krasnoludów jeszcze nikt w tym świecie nie prowadził krucjat czy wojen. Religis to ważna kwestia.
4. Religia opiera sie na wierze. Istnienia lub nieistnienia boga nie da sie udowodnić. Można mieć tylko nadzieje, że jest tak lub inaczej. I O TO WŁAŚNIE CHODZI!
5. Z wiarą nie można prowadzić dyskusji. A zresztą po co? Chyba lepiej, że każdy z nas ma inne poglądy.

saunterer pisze...

No tak, ale nie ulega wątpliwości, że ideę bogów poczęto, kiedy o świecie wiedzieliśmy jeszcze prawie nic - moce nadprzyrodzone były potrzebne by wyjaśniać pewne zjawiska, utrzymywać plemię w spójności, pilnować moralności, etc.
Dlaczego teraz mamy brać te rojenia pod uwagę, kiedy [w dużym skrócie] wiemy, już że nasze mózgi po prostu mają tendencję do takich bajdurzeń a świat jest trochę inny, niż taki, jakim widzieli go ludzie w starożytności?

Kiedyś ludzie tak myśleli, ponieważ takie było rozumienie ich świata, ich "wiedzę" zaś przekazywano przez pokolenia - rodzice mieli obowiązek wychowywać swoje dzieci w wierze (i wiele innych uwarunkowań społecznych). Wiemy już to wszystko, czas wreszcie zadać sobie pytanie - no dobrze, ale co właściwie wskazuje na istnienie tego czy innego boga (bo od tego winno się chyba zaczynać)?

Also: Latający-niematerialny-potwór-spaghetti, coś jak jeden-bóg-w-trzech-osobach czy niematerialny-bóg-stwarzający-świat-materialny lub po prostu niewidzialny-różowy-jednorożec.

esz pisze...

To, że istnieją dwie możliwości (bóg istnieje albo nie), nie znaczy, że są one równoważne. Co jest bardziej prawdopodobne: że świat został stworzony w wyniku procesów fizycznych i chemicznych, które z każdym rokiem poznajemy coraz lepiej (a o których autorom hipotezy Boga nawet się nie śniło), czy to, że stworzył go tajemniczy byt, który nawet w tej chwili słucha twoich myśli? Zresztą poczytaj Dawkinsa, on to lepiej opisuje niż ja.

Anonimowy pisze...

JESTEŚ NAJWIĘKSZYM IDIOTĄ NA ŚWIECIE< WIĘKSZYM NIŻ TEN CO TO WYMYŚLIŁ< WIĘKSZYM NIŻ PETEY IDYOTA

Anonimowy pisze...

Hmm, kogo mogły zaboleć słowa autora. Zastanówmy się. Poczytajmy komentarze, od góry. Co mi to przypomina? Ano człowiek odezwał się do indyków kiedyś. A one?... :) Mów do świń, mów do bydła - efekt podobny. Co prawda bydło nie odpowie używając słów czy tym bardziej pełnego zdania, ale zrozumie tyle samo z tego co powiesz. Zostaw tabliczkę z napisem psom. Jaki będzie efekt? Oleją, i to dosłownie. OK, więc piszesz to ludziom? Ależ oni to już wiedzą :) No dobra, jest to pewna pociecha, że "nasi" tam gdzieś są :) Pozdrówka.

Anonimowy pisze...

Ludzie, czy Wy się zastanawiacie, nad znaczeniem słów? Wiara, to przyjmowanie czegoś, bez posiadania absolutnie żadnych dowodów na tego autentyczność. Tam gdzie wiara znajduje potwierdzenie, tam wiara umiera, a rodzi się wiedza. Wartościowanie tych pojęć jest bezsensowne. Religia, wyznanie, wręcz WYMAGA wiary, czyli mówi wprost; "absolutnie niepodważalnych dowodów nie dostaniesz, nasze stanowisko znasz, teraz więc decyduj - grasz, czy nie?"
Wiedza związania z religią, to najczęściej wiedza objawiona, nie empiryczna, co wynika z samej definicji.
To prosty i uczciwy układ. Opluwacie wszystko, co nie zgadza się z ramami, które narzucacie rzeczywistości, czy ten brak szacunku rezerwujecie tylko dla tych, którzy przyjmują diametralnie inne stanowisko?

Autor wpisu stosuje logikę i merytoryczne argumenty. Wypowiada się kulturalnie i pokazuje, że można w Boga wierzyć, lub wierzyć, że Boga nie ma. Jeżeli myli się wiedzę z wiarą, to ukazuje elementarne braki w rozumieniu i operowaniu językiem.

Anonimowy pisze...

Ja wierzę w niepodejmowanie tematów religijnych. Omawianie tych kwestii to obraza moich uczuc religijnych. Oficjalnie czuję się obrażony. :)

Prześlij komentarz