Prawa homosiów, czy prawa człowieka?

Pod jednym z poprzednich wpisów (dopiero zauważyłem), komentator zżyma się na moje stwierdzenie:

"Nic więc dziwnego, że lewica definiuje dzisiaj swoją tożsamość w głupotach, takich, jak prawa homosiów czy zwalczanie dwutlenku węgla."
jakobym prezentował ideę ograniczania jego wolności.
Jest to nieporozumienie, którego wyjaśnienie zasługuje na osobny wpis.

Przekonanie, że jakieś Grupy Ludzi mają jakiekolwiek wspólne Prawa, odmienne od innych Grup, to wynik narzucanego nam od stu lat kolektywistycznego stylu myślenia. Tymczasem spojrzenie libertariańskie jest w tym względzie proste: nasze Prawa są nam przypisane naturalnie i wynikają z samych atrybutów człowieczeństwa, takich jak: wolna wola, pragnienie szczęścia, sprawiedliwości, itd. Dlatego prawa człowieka i swobody obywatelskie przysługują wszystkim ludziom i każdemu z osobna, a nie żadnym wydzielonym grupom. Rozróżnianie pojedynczych jednostek pod względem przynależności rasowej, narodowościowej, płciowej, czy zawodowej, jest wyrazem kolektywistycznego postrzegania stosunków międzyludzkich i służy tylko rozszerzaniu władzy machiny państwowej na wszystkie dziedziny życia społecznego.

Bo co znaczy, tak naprawdę, postulat "małżeństw jednopłciowych", poza domaganiem się łaskawego uznania stanu faktycznego - związku dwojga ludzi - przez jakiegoś bożka Majestatu Urzędniczego?

Wspólne opodatkowanie? Dziedziczenie? Dostęp do informacji medycznych partnera? Wszystkie te postulaty mają uzasadnienie tylko w dzisiejszej rzeczywistości totalitarnego państwa, które reguluje każdy aspekt życia społecznego. Domagają się de facto zmniejszenia opresji państwowej i jako takie odnoszą się do wszystkich ludzi, bez względu na ich preferencje seksualne, czy, dajmy na to: kulinarne.

Różnica dotyczy co najwyżej skali: domagasz się łaskawego pozwolenia na składanie jednego PIT-a zamiast dwóch, ja domagam się obniżenia liczby wymaganych PIT-ów jeszcze tylko o jeden; chcesz, żeby państwo uznawało testament Twojego partnera, ja chcę, żeby uznawało prawo każdego do dowolnego rozporządzania swoim mieniem, włącznie z zapisaniem fortuny swojemu kotu; chcesz prawa do informacji o stanie zdrowia partnera (np. kiedy leży w śpiączce po wypadku) - takie prawo powinna mieć dowolna osoba wpisana np. w prawie jazdy albo ubezpieczeniu pacjenta, dajmy na to wyłącznie siódma i piętnasta żona z jego haremu.

Wyobraźmy sobie państwo minimum, które nie reguluje stosunków społecznych, nie wie kto ile zarabia, gdzie pracuje, z kim żyje, ani nawet nie ma jak się o tym dowiedzieć, a zresztą nic go to nie obchodzi. Państwo, które zajmuje się tylko egzekwowaniem prostego, jednoznacznego prawa karnego i dobrowolnych umów dwustronnych, oraz obroną granic. Czy którykolwiek z tych postulatów byłby w ogóle potrzebny?

(Oczywiście, możesz powiedzieć, że nieregulowane odgórnie normy społeczne będą dążyły do zbytniego konserwatyzmu. Ale wielokrotnie w historii zdarzały się okresy, kiedy związki homoseksualne były szeroko aprobowane, albo były w pewnych kręgach półjawnie akceptowane. Dopiero wraz z ekspansją państwowej wszechwładzy wracało kamieniowanie i stosy, pojawiły się komory gazowe czy łagry...
Zresztą, nawet jeżeli społeczeństwo, pozostawione samemu sobie, przechyla się naturalnie w stronę pewnego konserwatyzmu, to jego normy dotyczą wszystkich! Sto lat temu (jak i np. dziś w państwach muzułmańskich) publiczne całowanie się kobiety i mężczyzny budziło takie samo zgorszenie jakie dziś budzą pocałunki dwóch mężczyzn.)

W takim państwie możesz nawet nazywać swój związek z kimkolwiek, jak chcesz; dowolne organizacje czy Kościoły mogą go rozpoznawać, lub nie; sam mogę nie nazywać tego małżeństwem... Ale! Równie dobrze Ty, albo moja Babcia możecie nie uznawać mojego małżeństwa zawartego w Las Vegas przed sobowtórem Elvisa. I to jest mój i twój problem, a nie państwa, czy społeczeństwa!


P.S. Natomiast "Homoś" jest określeniem pieszczotliwym i nie ma się o co obrażać. Gdybym chciał kogoś obrazić, nazwałbym go "gejem", (obojętne jakie w rzeczywistości ma preferencje).

Nowoczesny "gej" bowiem, to taki ktoś, kto przedstawia się następująco: "Cześć, mam na imię Andrzej i jestem gejem", albo wyraźnie komunikuje to zachowaniem, ubiorem lub manierą. A więc na wstępie przedstawia się jako osoba narcystyczna i próżna. Każe na siebie patrzeć nie przez pryzmat swoich dokonań, poglądów, zainteresowań, czy charakteru, ale tego, co, i z kim robi w łóżku. Krótko mówiąc: definiuje siebie przez swoją seksualność.  Do kogoś takiego trudno mieć stosunek inny, jak do prostytutki czy gwiazdy porno.

Istnieje obiektywny powód tego, że NORMALNI ludzie nie komunikują wprost swoich zwyczajów i pragnień seksualnych: 99% spotkanych przezeń ludzi to nie obchodzi. Człowiek normalny więc, to po prostu taki, o którym nie wiemy, jakie ma preferencje seksualne. Dotyczy to zarówno normalnych heteryków jak i normalnych homosiów.

23 komentarze:

Fakkir pisze...

Ten wpis, jak i poprzedni powinny być odczytywane publicznie w parkach, na skwerach i rynkach, by społeczeństwo wreszcie się ogarnęło!!!
Brawo :)
Pozdrawiam gorąco!!

Anonimowy pisze...

Akurat mam wrażenie, że prostytutki i aktorki porno to w miarę przyzwoici ludzie. Może tak to nie brzmi ale znam kilka takich osób które się z tym nie odnoszą.

aaa pisze...

"nasze Prawa są nam przypisane naturalnie i wynikają z samych atrybutów człowieczeństwa," - to nie jest stanowisko ogólnolibertariańskie, ale tylko pewnej części ruchu, która a) wyznaje istnienie praw naturalnych b) wyprowadza zeń prawa własności i człowieka. Są to głównie wyznawcy teorii Rand, Childsa i proteolibertariańskich/paleolibertariańskich, tych samych, na których gruncie budował Rothbard (m.in. Smith, Locke). Są też inne szkoły, negujące istnienie praw naturalnych (utylitarne - np. David Friedman) lub wyprowadzające je z innych źródeł (np. chrześcijańscy libertarianie).

Unknown pisze...

Dzięki za dogłębne wyjaśnienie : )

pp pisze...

Kwestie wolnościowe pięknie wyłożone, natomiast ewident kłuje w oczy końcówka. Naprawdę nie zdajesz sobie sprawy ile gejów i lesbijek spotykasz każdego dnia. Te obnoszące się jednostki to jest marginalny odsetek, nawet mniejszy niż kibole wśród kibiców, a równie rzucający się w oczy i pozwalający "rzetelnie" wyrobiać sobie opinie o całej populacji. Większość LGBT siedziałaby cicho nawet przy pełnej akceptacji społecznej. Tak samo niewielka część heteryków obnosi się na co dzień ze swoją orientacją. Orientacja seksualna i potrzeba afiszowania się to dwie zupełnie nieskorelowane cechy

bart pisze...

"Nowoczesny "gej" bowiem, to taki ktoś, kto przedstawia się następująco: "Cześć, mam na imię Andrzej i jestem gejem", albo wyraźnie komunikuje to zachowaniem, ubiorem lub manierą".

Serio geje się tak witają?

"Istnieje obiektywny powód tego, że NORMALNI ludzie nie komunikują wprost swoich zwyczajów i pragnień seksualnych: 99% spotkanych przezeń ludzi to nie obchodzi."

Istnieje obiektywny powód tego, że analogicznych komunikatów o swojej seksualności nie zauważasz u osób heteroseksualnych: nie zauważasz 99% z tych komunikatów. Kiedy twój rozmówca obejrzy się za przechodzącą kobietą albo wspomni coś neutralnie o swojej dziewczynie, zapewne cię to nie zbulwersuje. Ale niech no powie o swoim chłopaku...

Anonimowy pisze...

tego nie da się czytać - białe czcionki na czarnym tle - pogięło autora??

Anonimowy pisze...

Myślę że bart i pp właśnie niezrozumieli końcówki tekstu. Jeśli JESTEŚ osobą homoseksualną i nie obnosisz się z tym (nie chodzisz na parady równości, i nie przedstawiasz się "jestem gejem"), to jesteś NORMALNY. Gej to osoba która robi cały szum medialny który wcale nie jest potrzebny. Osobiście gejów nie dzierżę ale do osób homoseksualnych nic nie mam, a z kilkoma się przyjaźnię.

Anonimowy pisze...

O ile podoba mi się zdecydowana większość wpisu, to końcówka już nie. Autor wydaje się starać wykazać, że obiektywnie rzecz biorąc ktoś kto wyjawia swoją orientację seksualną (w praktyce, inną niż domyślna) jest niefajny. Tymczasem to człowiek lubi osoby które prezentują swoją orientację jest w praktyce czymś osobistym.
A zaznaczanie przez homoseksualistę, że jest homoseksualistą ma też pozytywne skutki. Obecnie relacje pomiędzy ludźmi często mają seksualne podteksty. Nie raz mi - gejowi, który raczej nie pokazuje jaki jest, zdarzyło się, że byłem podrywany przez kobietę, która przez kilka dni albo tygodni narobiła sobie nadziei, a później była rozczarowana. Dowiadywałem się wtedy, że bardzo źle robię, że nie mówię "z góry, przy poznaniu", że jestem gejem.

A póki nie mamy praw libertariańskich, kiedy to każdy może mieć dowolnego partnera i zapisywać spadki komukolwiek, osoby o preferencjach odmiennych niż te najpopularniejsze są w gorszej sytuacji niż inni. Dodawanie możliwości kolejnych związków partnerskich, czy sposobów dziedziczenia jest zbliżaniem się w stronę prawa libertariańskiego. Dodawanie nowych zakazów skierowanych w stronę konkretnych grup społecznych - jest oddalaniem się od niego. Dlatego moim zdaniem warto spełniać postulaty dodatkowych możliwości dla społeczeństwa.

Anonimowy pisze...

eRepublik to gra łącząca aspekty polityczne, militarne oraz gospodarcze. eRepublik ma światowy zasięg, zarejestrowanych jest prawie 400 tysięcy graczy, z czego 60 tysięcy to POLACY (najliczniejsza nacja)!
Polska jest w tej chwili wplątana w liczne walki i potrzebujemy jak największego napływu nowych graczy, którzy pozwolą nam stworzyć potęgę na skalę światową. Nasz najważniejszy cel - aneksja Niemiec został wykonany!
Chcesz walczyć przeciw innym krajom i w kolejnych powstaniach, które wybuchają w podbitych regionach?
Od niedawna jest także język polski, jako jeden z możliwych do wyboru w grze, co na pewno spodoba się wielu nieanglojęzycznym graczom!
Pomóż Polsce! Dołącz już dziś!
http://pomoz-polsce.tk/

P.S. Najlepiej używać skrzynek e-mail na serwerach yahoo i gmail

Anonimowy pisze...

"NORMALNI ludzie nie komunikują wprost swoich zwyczajów i pragnień seksualnych"
Tylko dlaczego na dłoniach heteryków ciągle widzę obrączki? Dlaczego politycy umieszczają na plakatach wyborczych zdjęcia siebie wraz z żoną? Obnosznie się ze swoją seksualnością jest powszechne w całym społeczeństwie.

Ponadto nie piszesz o jednej ważnej kwestii: jeśli moja małżonka popełni przestępstwo, mam prawo odmówić policji składania zeznać. Jeśli przestępstwo popełni mój partner, to za odmowę składania zeznać grozi mi oskarżenie o utrudnianie śledztwa.

Co do wizji libetariańskiego państwa to w pełni się z tobą zgadzam. Uprościłoby to życie wszyzstkim obywatylom niezależnie ich wiary czy seksualności.

Anonimowy pisze...

Jestem libertarianinem i nie zgadzam się z ani jednym słowem napisanym przez Ciebie. Mylisz libertarianizm z prawicowym konserwatyzmem a'la korwin-mikke. Nie wszyscy libertarianie odwołują się do koncepcji praw naturalnych, którą ja na przykład uważam za niedorzeczną, więc nie uważaj się za głos jakiegoś środowiska lub doktryny.

Czemu z równą zajadłością nie atakujesz instytucji państwowego małżeństwa heteroseksualistów, tylko czepiasz się gejów? Dajesz wyraz wyłącznie własnym, osobistym uprzedzeniom, które możesz sobie mieć, tylko nie absolutyzuj ich w jakieś uniwersalne prawa, prawa naturalne i definicje "normalności" człowieczeństwa.

Rozumiem, że homoseksualista całujący się z facetem jest narcystyczny i próżny na wstępie i definiuje się przez swoją seksualność, ale jeśli ja idę z dziewczyną za rękę na ulicy, to już nie?

Anonimowy pisze...

Ciekawe, choć trochę dyskusyjne. Ale mój wpis dotyczy ciut innej materii. ZRESZTĄ piszemy razem. Na Twojej stronie "o mnie" jest ten sam błąd. W trosce o nasz język i o komfort czytania - popraw proszę. Pozdrawiam, Ewa

Anonimowy pisze...

Dla niektorych moze byc to "niestety" ale homoseksualizm stanowi pogwalcenie jedno z podstawowoych praw przyrody,mianowicie dobieranie sie w pary w celu wydania na swiat potomastwa (obojnakow nie biore pod uwage). No wiec nie krzwdzcie chociaz dzieci ktore niektorzy z was chcieli by miec. Przeje***e mialo by w szkole i nie tylko, a to wpedza w kompleksy i czyni zycie traumatycznym. Natura ludzka ma wiele zboczen...mnie osobiscie brzydzi widok calujacych sie dwoch facetow i nie wiem czy lepiej zmienic siebie czy otoczenie.hyh

Anonimowy pisze...

Chciałam zauważyć, że autor właśnie atakuje INSTYTUCJE PAŃSTWOWEGO MAŁRZEŃSTWA bez względu na to, czy chodzi o związki homo czy hetero.

Mnie osobiście nie przeszkadza widok facetow trzymającyhc się za ręce, ale już widok dziewczyny wkładającej język do gardła chłopakowi uważam za conajmniej niesmaczny. I nie jest to kwestia preferencji seksualnych tylko estetyki i odrobiny przyzwoitości.

A co do kontrowersyjnej końcówki tekstu, spróbujcie zaminić je sobie na coś w stylu: "Cześć jestem Ania i lubie seks oralny". Może wtedy przekaz autora wyda się jaśniejszy.

Anonimowy pisze...

przyczepię się nie na temat: zarówno tu, jak i w innych miejscach wciąż piszesz "z resztą", a pisze się "zresztą".

mira pisze...

Jak większość prawicowców sprowadzacie homoseksualizm wyłącznie do sfery seksualnej, upodobań i technik łóżkowych. Bzdura!
Z automatu zakładasz, że wszyscy wokół są hetero i nie szokuje Cię, że nawet mało znana Ci osoba napomknie, że ma dziewczynę, że z nią gdzieś ma zamiar wyjechać itp. Jeśli to samo powie kobieta, oczywiście obnosi się, że jest lesbijką itp. A, sorry, pisałeś tylko o gejach. Bo lesbijki przecież nie istnieją, chyba że w pornolach, tak?

radxcell pisze...

Właśnie znalazłem tego bloga i przeczytałem od razu kilkanaście artków.
Podoba mi się sposob w jaki piszesz, ale przede wszystkim sposób w jaki myślisz.
Tak trzymać, takich ludzi w społeczeństwie powinno być więcej. Może byłoby normalniej.

Anonimowy pisze...

"Podstawowe prawa przyrody - dobieranie się w pary w celu wydania na świat potomstwa" bardzo ciekawe stwierdzenie, a co powiesz o ludziach, którzy nie chcą mieć dzieci? Też występują przeciwko tym "podstawowym prawom". Poza tym wszelkie zmiany w społeczeństwie muszą przechodzić burzliwie - na przykład kto by pomyślał sto czy dwieście lat temu, że kobiety będą się uczyć, kandydować na prezydentów i być równe mężczyznom. Tak naprawdę nie ma argumentu przeciwko "legalizacji" związków homoseksualnych, jedyne co to powstrzymuje to opór społeczny, ale zapewniam, że w końcu zostanie on przełamany i za sto lat wszystko o co się kłócicie będzie uważane za normalne.

Anonimowy pisze...

Odnośnie powyższej wypowiedzi:
Po pierwsze przestań mylić równość wobec prawa z równouprawnieniem. Kobiety nigdy nie były, nie są i nie będą równe mężczyznom - to jak by porównywać jabłka i pomarańcze, czynność pozbawiona sensu. Były czasy, gdy kobiety traktowano jak boginie lub najcenniejszy skarb - w porównaniu z tym "równouprawnienie" to dla nas degradacja.
Piszesz, że "wszelkie zmiany w społeczeństwie muszą przechodzić burzliwie" i w tym samym zdaniu stwierdzasz, że potrzeba było 200 lat, żeby kobieta mogła prcować na tych samych stanowiskach, co mężczyzna. Faktycznie błyskawiczna zmiana. Poza tym królowymi czy faraonami to akurat byłyśmy od tysiącleci; a ja naprawdę nie jestem dziś nikomu wdzięczna za to, że moge harować 8 godzin dziennie dla czyjegoś dobra, zamiast poświęcać ten czas własnym dzieciom, mężowi czy nawet sobie.
I na zakończenie: tematy, które dzisiaj wywołują najwięcej sporów to między innymi eutanazja i aborcja na życzenie i szczerze nie chce, aby w ciągu stu lat stały się one czymś "normalnym".
Szczerze zachecam do poczytania sobie innych artykułów z tego bolgu, gdyż przedstawiasz typowe objawy medialnego prania mózgu.

Anonimowy pisze...

Nic bardziej mylnego. Akurat jeżeli chodzi o równouprawnienie, to ja polecam artykuły i książki o etyce i moralności, gdzie najłatwiejszymi argumentami do obalenia są te przeciwko legalizacji homoseksualizmu. Najłatwiej jest oskarżyć kogoś o wypranie mózgu, zamiast zaakceptować jego poglądy. Jeżeli chodzi o burzliwość zmian to chodziło mi o dyskusję społeczną a nie o przedział czasowy. Mówisz, że nie podoba Ci się to, że musisz pracować itd. - nie jesteś jedyną, ale możesz się cieszyć z tego, że nikt nie wchodzi Ci do łóżka z butami.

Anonimowy pisze...

A kto tu pisze o delegalizacji homoseksualizmu? Przecież cały ten artykuł mowi właśnie o tym, że to państwo cały czas wtyka nos w prywatne życie ludzi, które nie powinno go absolutnie intreresować. Tym czasem rząd wymaga ode mnie podawania całej masy bardzo prywatnych informacji dotyczących moich zarobków, stanu zdrowia czy właśnie orientacji seksualnej. Dla mnie to właśnie oznacza "wchodzenie z butami do łóżka".
A słowa "równouprawnienie" nienawidze z uwagi na to, że dziś oznacza ono uzyskiwanie innych praw czy nawet przywilejów dzięki przynależność do danej "grupy społecznej" a nie z uwagi na konkretne umiejętności czy cechy danej osoby. Czyli w sumie jest "różnouprawnieniem" w przeciwieństwie do równości wobec prawa.

Anonimowy pisze...

Kto ci się tak przedstawiał w stylu "Cześć, jestem Andrzej i jestem gejem"? Ja nigdy tak nie robiłem, po prostu nikomu się nie przyznaję do swojego homoseksualizmu. Jak będzie chciał coś wiedzieć, sam zapyta. Z takiego założenia zawsze wychodziłem. Tak samo ja jak i moi znajomi geje i lesbijki. Nigdy na głos tego nie mówimy, jak się z kimś poznajemy. Uważamy, że to, co robimy, z kim robimy, jak robimy, to nasza sprawa. I innym nic do tego.

Prześlij komentarz